Przez koronawirusa rykoszetem dostanie sporo firm, ale niektórzy mogą się wybić

Rozprzestrzeniający się koronawirus SARS-CoV-2, wywołujący chorobę o nazwie COVID-19, uderza w wiele branż i dziś trudno przewidzieć skutki, jakie epidemia, a właściwie już światowa pandemia, przyniesie dla gospodarki. Zapowiada się już możliwą zapaść, z której trudno będzie się wydostać. Są jednak tacy, co – paradoksalnie – w obecnej sytuacji, wciąż dynamicznie się rozwijającej, mogą skorzystać i wybić się.

Dotychczas w Polsce zmarły trzy zakażone wirusem osoby, a u ponad 100 stwierdzono jego obecność. Na dzień 15 marca 2020 r. liczba chorych w województwie podlaskim wciąż wynosiła 0.

Rząd podjął bardzo radykalne działania. Zamknięto granice, odwołano imprezy masowe, jak i te mniejszego kalibru, wśród zaleceń jest pozostanie w domach i – w miarę możliwości – praca zdalna. Nieczynne są kina, teatry, muzea. Do 25 marca odwołano zajęcia w szkołach, przedszkolach, na uczelniach wyższych. W galeriach handlowych otwarte mogą być jedynie sklepy spożywcze, drogerie, apteki; reszta musiała poddać się zarządzeniu, zamknać drzwi na cztery spusty i czekać na dalsze instrukcje.

O ile część funkcjonujących w galeriach placówek handlowych to sieciówki, niemało jest punktów prowadzonych przez drobnych przedsiębiorców. Ci już liczą straty, bo o ile z ZUS-em mogą spróbować się dogadać i składki rozłożyć na raty albo wystąpić do urzędu skarbowego o ulgę lub umorzenie zaległości podatkowych, to pracownikom płacić muszą. Sami przy tym też nie zarabiają.

Polacy, tuż po ogłoszeniu w środę, 11 marca 2020 r., iż placówki oświatowe maja być zamknięte do 25 marca (co najmniej, bo termin ten może zostać wydłużony), masowo ruszyli do sklepów. Internet obiegły zdjęcia i filmy z półkami, na których brakuje papieru toaletowego, mąki, ryżu, kasz czy makaronów. Trudno też dostać mięso, a w niektórych miejscach pieczywo. Niektóre punkty zareagowały podniesieniem cen.

Tanieje za to paliwo. Przez mniejszy popyt na ropę naftową, jej cena na światowych giełdach leci na łeb na szyję.

Załamanie cen na giełdach naftowych na świecie jasno wskazuje kierunek zmian na krajowym rynku paliw. W hurtowych cennikach rafinerii w ostatnich dniach dominowały wyraźne obniżki, które już za chwilę odczują kierowcy i ceny paliw na stacjach zaczną kierować się w stronę poziomu 4 złotych za litr – twierdzi dr Jakub Bogucki, analityk e-petrol.pl. – Dopiero co na początku marca cieszyliśmy się z tego, że za tankowanie benzyny i oleju napędowego płacimy mniej niż 5 złotych za litr, a przy obecnej sytuacji na rynku naftowym całkiem realne jest to, że w perspektywie tygodni, a może nawet dni, na niektórych stacjach będzie można zatankować litr 95-oktanowej benzyny za niecałe 4 złote.

Nie ma wątpliwości, że koronawirus ma ogromny wpływ na gospodarkę światową, co przechodzi na kolejne poziomy: krajów i regionów. Zdaniem wielu ekspertów epidemia koronawirusa przełoży się w Polsce na nasz produkt krajowy brutto i inflację.

Jeśli zgodzimy się z opinią niektórych ekonomistów, że rozwój naszej gospodarki w ostatnich latach bardziej opierał się o eksport niż konsumpcję wewnętrzną, to recesja gospodarek europejskich, a to do nich najwięcej eksportujemy, wywierać będzie ogromny wpływ na nasze PKB – uważa Andrzej Parafiniuk, prezes Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego. – Ogromnie ważne wydaje się zagrożenie zatrzymania, przerwania łańcuchów dostaw. Wiele firm produkcyjnych opiera się dziś na surowcach lub półproduktach z Chin. Ich brak może zatrzymać funkcjonowanie tych przedsiębiorstw. Dalsze konsekwencje ostatecznie dotknąć mogą każdego z nas.

Według naszego rozmówcy ucierpieć w pierwszej fazie mogą przedsiębiorstwa produkcyjne – z powodu braku dostaw wspomnianych surowców i półproduktów lub konieczności zamykania zakładów. Z tym że mogą takie zaległości nadrobić. Gorzej w przypadku firm z branży turystycznej, gastronomicznej, rozrywkowej i generalnie usługowej – klient, który nie skorzysta dziś z ich usług, nie skorzysta za kilka miesięcy dwa razy. Czyli np. nie pójdzie dwa razy jednego dnia do fryzjera. Gospodarki i przedsiębiorstwa słabsze kapitałowo, a niestety do takich należy nasza gospodarka, mogą być łatwo wyparte z ich rynków przez tych silniejszych konkurentów, których stać kapitałowo na dłuższe nie robienie niczego.

Z powodu sytuacji epidemiologicznej, w Europie nie odbędzie się sporo imprez targowych. W tym takich, gdzie wybierały się podlaskie firmy. Z kwietnia na lipiec przełożone zostały choćby największe na świecie targi przemysłowe – Hannover Messe, w których udział w poszukiwaniu kontrahentów i partnerów biznesowych wziąć miało kilkanaście podmiotów z naszego regionu.

Organizator – Deutsche Messe AG – odbył konsultacje z niemieckimi instytucjami ds. zdrowia. Podkreśla, że zgodnie z zaleceniami niemieckich organizacji ds. zdrowia powinien ustawić stacje mierzące gorączkę przy wszystkich wejściach i uniemożliwiające wejście do centrum wystawienniczego osobom z obszarów ryzyka lub osobom, które miały kontakt z osobami z obszarów ryzyka. Oznaczałoby to kompleksową ocenę wszystkich uczestników targów – od wystawców i odwiedzających po usługodawców, konstruktorów wystaw i firmy cateringowe.

Deutsche Messe nie jest w stanie wdrożyć proponowanych środków. Ponadto ich wdrożenie wpłynęłoby negatywnie na organizację wydarzenia w takim stopniu, że wydarzenie nie spełniłoby swojego celu lub uczyniłoby to ze znacznymi ograniczeniami dla wystawców i odwiedzających – poinformowała spółka.

Jak powiedział powiedział dr Jochen Köckler, prezes zarządu Deutsche Messe AG, biorąc od uwagę globalne wyzwania gospodarcze wywołane przez koronawirusa w pierwszej połowie roku, nowa data oferuje ogromne możliwości. Dzięki temu najważniejsze światowe targi przemysłowe mogą na wczesnym etapie stanowić ważny bodziec dla światowej gospodarki. Z kolei dyrektor generalny VDMA Thilo Brodtmann zakłada, że sytuacja uspokoi się w nadchodzących miesiącach i że przemysł maszynowy odniesie wówczas korzyść z ożywienia koniunktury.

Wydaje się, że podlascy przedsiębiorcy, którzy szykowali się na targi w Niemczech, zareagowali na zmianę terminu ze zrozumieniem, ale też i z pewnego rodzaju ulgą. Zmiana terminu może być szansą dla podlaskich firm, którym wcześniejsza data nie pasowała. Mogą wykorzystać okazję i dołączyć do zgłoszonych już uczestników. Zwłaszcza, że wiele firm zagranicznych poszukuje pilnie nowych partnerów biznesowych, którzy zastąpią dostawców z Chin. W końcu w Podlaskiem mamy nie tylko rolnictwo, ale i branżę przemysłową, która ma szansę rozwinąć swój eksport.

Jest też branża IT, która w chwili gdy sporo osób przechodzi na pracę zdalną, ma pełne ręce roboty. I jej działalność jest teraz kluczowa. Np. jedna z białostockich spółek, w ramach funkcjonowania w organizacji zrzeszającej przedsiębiorców, wysłała jej członkom komunikat, iż w związku z zaistniałą sytuacją oferuje wdrożenie narzędzi do pracy zdalnej: adaptację istniejącej infrastruktury do pracy zdalnej, dostarczenie niezbędnego sprzętu i jego konfigurację, umożliwienie bezpiecznego dostępu do danych, zapewnienie serwerów, instalację komunikatorów umożliwiających przepływ informacji i współpracę. Śmiało można stwierdzić, że chetnych na pewno nie zabraknie.


Źródło: https://przedsiebiorczepodlasie.pl/przez-koronawirusa-rykoszetem-dostanie-sporo-firm-ale-niektorzy-moga-sie-wybic/