Nauka w tyle za biznesem. Jest gorzej niż w latach 70.

Nauka i biznes to dwa różne światy, których nie sposób połączyć. W Polsce szczególnie. Nie znaczy to jednak, że nie należy próbować. Jak to zrobić? Na ten m.in. temat rozmawiali uczestnicy Wschodniego Kongresu Gospodarczego. Wnioski, jakie można było wyciągnąć z tej dyskusji, były jednoznaczne – trzeba robić wszystko, by zespoły badawcze polskich uczelni były w stanie odpowiadać na potrzeby biznesu. Biznesowi zaś potrzebny jest czas, by się wzmocnił.

Luka między tym, co robią naukowcy, a potrzebami biznesu stale rośnie i trzeba coś z tym zrobić.

Odgórne wydzielenie ośrodków badawczych, nie zmusi naukowców do kreatywnego myślenia. W nauce, podobnie jak w biznesie, potrzebna jest konkurencja.

Sieciowanie zespołów badawczych może być dobrym rozwiązaniem, ale i tu potrzebne są pieniądze.

Polskie przedsiębiorstwa są jeszcze za słabe, by móc komercjalizować wyniki badań naukowych i w formie produktu sprzedawać je na rynkach światowych.

Niemal herezją byłoby twierdzić, że biznes może funkcjonować bez nauki, a jednak w Polsce w dużym stopniu się to udaje. Według prof. Roberta W. Ciborowskiego, rektora Uniwersytetu w Białymstoku, od lat 80. ubiegłego wieku powiększa się luka między nauką a gospodarką.

– Jeszcze w latach 70. jak się kończyło uczelnię, to wchodziło się w rzeczywistość gospodarczą, która była bardzo podobna do tego, co jest na uczelniach. Dzisiaj niestety uczelnie są daleko za tym, czego oczekiwałyby przedsiębiorstwa. I daleko za tym, co mogą tworzyć. Jeśli nie dogonimy tych oczekiwań, to niczego nie zdziałamy – mówił prof. Robert W. Ciborowski podczas Wschodniego Kongresu Gospodarczego.

Jednocześnie zachęcał: stwórzmy poziom nauki taki, jakiego oczekują przedsiębiorcy. – Jeśli tego nie będzie, to nasze badania będą szły w pustą przestrzeń, a firmy nic z tego nie będą miały. Stwórzmy kapitał – mówił.

Nad tym, jak tego dokonać i czy podejmowane próby zbliżania nauki z biznesem przyniosą spodziewane efekty, zastanawiali się uczestnicy panelu „Biznes i Nauka”, w którym obok prof. Ciborowskiego uczestniczyli ks. prof. Stanisław Dziekoński, rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie; prof. Konrad Świrski, prezes Transition Technologies Capital Group i jednocześnie pracownik naukowy Politechniki Warszawskiej; także Marek Król z Departamentu Komercjalizacji, Centrum Łukasiewicz; Andrzej Parafiniuk, prezes Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego oraz konsul honorowy Republiki Finlandii w Białymstoku; Tomasz Stypułkowski, prezes Instytutu Innowacji i Technologii Politechniki Białostockiej. Dyskusję zaś moderował Jacek Ziarno, redaktor naczelny „Nowego Przemysłu”.

Przedsiębiorcy muszą mieć czas

Na tle rozgorzałej dyskusji padały różne pomysły i argumenty, które prowadziły do jednego wniosku, że nie da się zadekretować współpracy nauki z biznesem, bo ta jest zależna od wielu czynników, ale na pewno należy tworzyć warunki, które pozwolą jej się rozwinąć. Na to zaś potrzebny jest czas.

– Zgadzam się z panem rektorem, że biznes powinien kreować innowacje – podkreślił prof. Konrad Świrski.

Jednocześnie zwrócił uwagę słuchaczy, jaką siłą napędową dla gospodarki i nauki są potrzeby biznesu. To dzięki rewolucji technologicznej, jaka dokonała się w zakresie IT i digitalizacji przez ostatnie lata w Polsce rozwinęły się zarówno firmy, jak i nowe kierunki nauczania studentów. Obecnie w tym sektorze gospodarki pracuje ok. 300 tys. osób.

– Kiedy w latach 2007/2008 otwieraliśmy biura, mówiąc, że zatrudnimy setki osób, które będą pracować w sektorze hi-tech i będą produkować na eksport, większość osób patrzyła na nas jak na kosmitów. Tu, na Podlasiu, myślano o zielonych płucach, produkcji żywności, a ja twierdziłem, że w ciągu 10 lat rozwiną się huby i firmy informatyczne. I obecnie na Ścianie Wschodniej nie ma miasta, w którym nie mówiłoby się o firmach IT jako o podstawie rozwoju. W Białymstoku, Lublinie, Rzeszowie funkcjonują bardzo silne firmy polskie i zagraniczne. I to jest ten skok rozwojowy – argumentował prof. Konrad Świrski.

Nowa rola rad uczelnianych

W trakcie dalszej dyskusji, która krążyła wokół jednej napawającej otuchą myśli, że chociaż nauka i biznes to dwa odrębne światy, to ich zbliżenie się jest możliwe, paneliści oceniali głównie pomysły rządowe mające na celu przyspieszenie tego procesu, jednocześnie dzieląc się swoimi doświadczeniami w zakresie ich stosowania oraz relacji z biznesem.

Na pierwszy ogień poszło poszerzenie rad uczelnianych o tzw. czynnik zewnętrzny, w tym w szczególności o przedstawicieli biznesu. Rozwiązanie budzące szereg wątpliwości i opór części środowisk akademickich, wskazujących m.in., że to zamach na autonomię uczelni. Jednak zdaniem Andrzeja Parafiniuka, który znalazł się w składzie takiej rady, to dobry pomysł, ponieważ gwarantuje on przynajmniej na tym poziomie komunikację nauki z biznesem.

– Przez dyskusję o tym, kto będzie władał uczelnią, pozbawiliśmy się tego, co wydaje się ważniejsze – mianowicie, że uczelnie powinny dążyć do zmniejszenia dystansu dzielącego je od tego, czego gospodarka potrzebuje. To z braku przepływu informacji między biznesem a nauką bierze się m.in. obecny rozdźwięk – stwierdził prezes Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego, apelując jednocześnie, żeby już nie umniejszać roli środowiska pozauczelnianego w funkcjonowaniu uczelni.

Podkreślił, że rady będą miały do odegrania dwie główne role – poprzez opiniowanie kandydatów będą wpływać na wybór rektorów oraz drugą, dużo ważniejszą, wpływać na strategię rozwoju uczelni. A tylko przedsiębiorcy mogą zapewnić, by współgrała ona z potrzebami gospodarki.

Doktoraty wdrożeniowe to za mało

Tomasz Stypułkowski odniósł się z kolei do koncepcji doktoratu wdrożeniowego, który ma pomóc rozwiązać problemy przedsiębiorcy poprzez zrobienie doktoratu jego pracownika na uczelni. Podkreślił, że idea cieszy się wprawdzie dużym zainteresowaniem, o czym świadczy to, że do drugiego konkursu uczelnie zgłosiły prawie 400 projektów, z czego 90 proc. zostało przyjętych, ale nie oznacza to, że wszystkie są rewelacyjne. Poza tym na ich efekty trzeba będzie czekać dwa, trzy lata, aż te doktoraty powstaną, tymczasem biznes chciałby je mieć za kilka tygodni lub miesięcy.

– Nauka i biznes to dwa odrębne światy. Przedsiębiorca myśli w jednym kierunku, a środowisko naukowe w drugim. To nie jest problem jednostkowy uczelni, ale problem dotyczący naszej polskiej gospodarki. Jeżeli jako środowisko akademickie nie zrozumiemy tego, że musimy reagować elastycznie na to, czego chce biznes, to doktorat wdrożeniowy może się okazać nieskuteczny. Innowacja, którą zrealizujemy w 2023 r., nie może być już nieaktualna – argumentował.

Stwierdził, że potrzebne są jednoczesne poszukiwania również innych rozwiązań, pozwalających na bliższą współpracę naukowców z przedsiębiorcami, ponieważ nie może być tak, że biznes, aby coś zrobić, musi przechodzić przez skomplikowaną procedurę, a naukowcy zajmować sprawami, w których się nie specjalizują. Być może np. sięgnąć do rozwiązań niemieckich, gdzie profesorem można zostać, nie mając publikacji.

– Nie mamy systemowych rozwiązań współpracy nauki z biznesem. Doktorat wdrożeniowy jest tylko zalążkiem takiego systemu – podkreślił.

Przedsiębiorcy musi się opłacać

Paneliści wskazali również, że wszelkie zmiany legislacyjne powinny być głęboko przemyślane, ponieważ to one tworzą warunki i ramy współpracy nauki z biznesem. Mówił o tym m.in. ks. prof. Stanisław Dziekoński, podkreślając, że inwestorzy nie są chętni do wydawania pieniędzy na naukę, jeśli wszystko, co robią, naraża ich jedynie na wysokie koszty.

– Mieliśmy pomysł na budowę Centrum Edukacji Przedszkolnej i Wczesnoszkolnej z przedszkolem dla 60 dzieci – opowiadał rektor. – Znaleźliśmy fundatora, który w strukturze państwowej, bo UKSW jest uczelnią państwową, wybudował to Centrum. Później okazało się, że jeśli chcemy, żeby centrum było nasze, to on musi zapłacić jeszcze podatek. Współpracujemy z tym inwestorem do dzisiaj, ale to, że musiał dodatkowo wyłożyć kilka milionów złotych bardzo go schłodziło – mówił prof. Dziekoński, podkreślając, że aby ściągnąć biznes do uczelni, musi mu się to opłacać.

Rektor UKSW zwrócił również uwagę na bardzo ważne dla tej współpracy zmiany mentalnościowe wśród pracowników naukowych, które okazały się konieczne w trakcie realizacji dużego projektu, jakim jest Centrum Cyfrowej Nauki i Technologii.

– Żeby zrealizować tę inwestycje, musieliśmy zmienić mentalność i otworzyć się na rynek, szukając rozwiązania, które często określa się mianem win-win. W każdej rozmowie z partnerem biznesowym zadawaliśmy przede wszystkim sobie pytanie, co zrobić, żeby po jego stronie również była wygrana – podkreślił ks. prof. Stanisław Dziekoński.

Ważne są pomysł i jasne kryteria

Uczestnicy dyskusji odnieśli się również do pomysłu stworzenia listy silnych jednostek badawczych, podkreślając, że pomysł nie jest może zły, bo sprawdza się w krajach zachodnich, ale w warunkach polskich może prowadzić do osłabienia kreatywności zespołów badawczych na dużych uczelniach.

– Postęp się rodzi z konkurencji, z rywalizacji – wyjaśniał prof. Robert W. Ciborowski. – Wyodrębnienie uczelni badawczych spowoduje, że nie będą one zainteresowane rozwojem, bo i tak dostaną 10 proc. więcej dotacji, natomiast mniejsze ośrodki nie będą miały na badania pieniędzy. Efekt będzie taki, że za cztery lata będziemy się zastanawiać, jak zmodyfikować system szkolnictwa wyższego.

Wskazał przy tym m.in., że uczelnie mniejsze – wszystkie od 6. miejsca w dół – są bardziej efektywne od tych dużych, a także, iż brakuje pieniędzy na badania.

– Nie powinno być tak, że szansę na pieniądze ma tylko co 10 projekt, a nie np. co drugi. Ponadto konkursy muszą być transparentne, bo jeśli ja składam wniosek z UwB, to powinno się ocenić pomysł i efekty, jakie on przyniesie, a nie to, że pochodzi on z Białegostoku – argumentował prof. Ciborowski.

Podkreślił, że jeśli uczelnie będą miały zapewnione dotarcie do źródeł finansowania na takich samych warunkach, to w każdej z nich wykształci się pewna grupa dyscyplin, która będzie w stanie osiągnąć poziom europejski, a nawet światowy. Tak jak jest w przypadku UwB. Zauważył też, że obecnie uczelniom łatwiej zdobywać granty w Brukseli, w Londynie czy Nowym Jorku niż w Polsce.

Biznes nie dla wszystkich

Przedstawiciele biznesu, reprezentujący jednocześnie środowisko naukowe, podkreślali z kolei, że nie da się naukowców zmusić do bycia przedsiębiorcami. Tym samym komercjalizacja zdobyczy naukowych nie prowadzi bezpośrednio do powstawania spółek typu spin-off czy spin-out, bo nie zawsze jest to możliwe.

– Nie da się przekonać naukowca, żeby stał się innowatorem w gospodarce i został przedsiębiorcą czy start-upowcem, bo on te pieniądze zmarnuje. Nie każdy to potrafi, ale są ludzie, którzy chcą to robić – mówił prof. Konrad Świrski.

Jednocześnie podkreślił, że jest przeciwny pompowaniu pieniędzy publicznych w start-upy, ponieważ w ten sposób robi się im tylko krzywdę, niszczy ich kreatywność. – To tak, jakbyśmy wysypywali karmę na skraju lasu i dziwili się, że zwierzęta nie radzą sobie w swoim naturalnym środowisku – argumentował. – Jeśli ktoś wierzy w swój biznes, niech zaryzykuje, niech sprzeda samochód, mieszkanie i albo zarobi miliony, albo straci wszystko. Jeśli chcemy im pomagać, to rozwijajmy infrastrukturę. Moglibyśmy np. zrobić z Białegostoku pierwsze miasto 5G. Gwarantuję, że to spowodowałoby gigantyczny rozwój start-upów – stwierdził.

Profesor zwrócił również uwagę, że jako kraj wciąż mamy problemy komercjalizacji nowych osiągnięć naukowych.

– Cały czas oskarżamy uczelnie, że nie generują nowych rozwiązań. A dlaczego tego nie robią? – pytał Konrad Świrski. – Bo nie ma polskiego przemysłu, który jest w stanie sprzedać te badania na rynku światowym. Gdybyśmy nawet wymyślili prom kosmiczny, to i tak nie ma firmy, która ma kapitał, ma sieć biur na świecie i jest w stanie to genialne rozwiązanie skomercjalizować. Nasze czempiony to firmy związane z energetyką, gazownictwem.

Rośnie potencjał badawczy

Uczestnicy dyskusji zgodzili się przy okazji, że łączenie potencjału badawczego wielu uczelni, jak w przypadku Centrum Łukasiewicz, skupiającego 38 instytutów badawczych w całej Polsce, na pewno przyniesie efekty.

– Sieć Badawcza Łukasiewicz została powołana po to, żeby być jednym z mechanizmów, który pozwoli naszej gospodarce być bardziej innowacyjną, a co za tym idzie bardziej konkurencyjną na rynku. Stworzyliśmy sześć grup badawczych – automatyka, biotechnologia, zaawansowane materiały itd. Idea była taka, żeby znaleźć problemy, przy których te instytuty mogłyby ze sobą współpracować i zaproponować coś więcej na zewnątrz. Bo kiedy biznes przychodzi z potrzebą technologiczną, to nie chce rozmawiać z 10 podwykonawcami, tylko z jednym. To właśnie próbujemy robić – wyjaśniał Marek Król.

I dodał, że centrum nie stawia barier, gdy chodzi o współpracę. Obecnie w gronie firm, z którymi Centrum Łukasiewicz współpracuje, są zarówno firmy rodzinne, zatrudniające po kilka osób, jak i największe spółki włoskie.

– Nie zamykamy drzwi dla innych partnerów – i tym spoiwem jest oddziaływanie na firmy na poziomie krajowym. Naszym celem jest przełożenie myśli technicznej drzemiącej na uczelniach na zrobienie czegoś dla biznesu, dla gospodarki – podkreślił.

Sieciowanie? Tak

Na tle wypowiedzi o łączeniu potencjałów badawczych paneliści, sprowokowani przez moderatora, doszli do wniosku, że zawiązanie sieci uczelni Polski Wschodniej z pewnością przyniosłoby wiele korzyści, tworząc kolejny silny impuls rozwojowy w regionie. Jednak pod warunkiem, że władze administracyjne kraju nie potraktowałyby tej inicjatywy jako konkurencji dla Centrum Łukasiewicz.

– Każdy nasz kontrakt jest negocjowany, bo Instytut Innowacji i Technologii jest spółką prawa handlowego. Duże firmy dostrzegają siłę połączonych zasobów uczelni i nasza koncepcja sprawdza się na rynku, ale sieciowanie w kontekście współpracy nauki i biznesu pozwoliłoby na zaoferowanie klientom dużo lepszej usługi – podkreślał Tomasz Stypułkowski. – Zatem sieciowanie „tak”, ale tylko pod kątem realizacji potrzeb biznesu.

Studia dualne? Tak

Ostatnie pytanie, jakie zadał panelistom Jacek Ziarno, a zadawał ich sporo, dotyczyło kształcenia dualnego. I tu – w przeciwieństwie do przedstawionej przez moderatora argumentacji na „nie” – uczestnicy dyskusji byli na „tak”.

– Studia dualne? To znakomity mechanizm, którego nie można fetyszyzować. Nie w każdej dyscyplinie i nie w każdym obszarze można to zrobić. W naukach ścisłych, takich jak chemia, biologia w UwB, doskonale się to sprawdza, dlatego że oni już robią badania, które spokojnie mogą przenosić do przedsiębiorstw – przekonywał prof. Ciborowski.

Po chwili namysłu dodał, że studia dualne można praktycznie stosować we wszystkich dyscyplinach, bo np. humaniści mogą współpracować ze szkołami lub z instytucjami kultury.

– Tam, gdzie się da, powinniśmy korzystać z tego rozwiązania – podsumował prof. Ciborowski. – W każdej dyscyplinie jesteśmy w stanie to zrealizować, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie przedsiębiorstw. A jeszcze lepiej, gdy będzie się to kończyło jakimś efektem praktycznym.


Źródło: https://www.pulshr.pl/start-upy/nauka-w-tyle-za-biznesem-jest-gorzej-niz-w-latach-70,67833.html