Kryzys i chwilowe odroczenie końca. Co białostocki biznes myśli o tarczy antykryzysowej?

Prezydent RP podpisał pakiet ustaw, zwany tarczą antykryzysową. Efektem pomocy ma być próba utrzymania firm i miejsc pracy w nich. Zdaniem wielu przedsiębiorców problem jednak jest tak duży, że żadna tarcza nie pomoże i społeczeństwo jako całość i tak zbiednieje. Najgorsza jest niepewność, bo nikt nie potrafi przewidzieć, za jaki czas sytuacja w gospodarce się unormuje. To z kolei jest powodem często skrajnych decyzji. Poniższy materiał opracowany został na postawie badania opinii szefów białostockich firm, z zachowaniem anonimowości w publikacji medialnej. Powstał dzięki wsparciu Andrzeja Parafiniuka, prezesa Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego.

Z szacunku dla podlaskich przedsiębiorców, do tzw. tarczy antykryzysowej mogę się odnieść jedynie bazując na wynikach szybkiego badania, jakie przeprowadziłem w ostatnich dniach wśród pięćdziesięciu największych białostockich firm, zgromadzonych w Radzie Gospodarczej przy Prezydencie Białegostoku oraz opinii działających w regionie stowarzyszeń przedsiębiorców – wyjaśnia Andrzej Parafiniuk.

Z jego informacji wynika, że przeważający głos to obawa o to, że „tarcza” jest w końcu jakimś pierwszym krokiem, ale przede wszystkim nie chroni, a jedynie jest namiastką ochrony. Firmy w bardzo wysokim odsetku (blisko 70 proc.) deklarują i tak zwalnianie pracowników przy tak zaprojektowanych narzędziach ochrony rynku pracy, jak zasiłki, postojowe, dofinansowanie wynagrodzeń itp. Obawy zwiększa jeszcze często podawany powód zwolnień – firmy małe, zatrudniające powyżej dziewięciu osób, będą chciały zejść do takiego poziomu, by na jakiekolwiek wsparcie w ogóle móc liczyć.

Wiele z nich podkreśla, że to właśnie one w ostatnich latach inwestowały najbardziej, by przekroczyć ten niezwykle trudny poziom w rozwoju: z mikro, na wyższy. Wymagało to inwestycji w ludzi, w organizację pracy, nowe technologie i metody zarządzania. A to wiązało się z podjęciem nieprzeciętnego ryzyka, zazwyczaj także finansowego; kredytowego. Ale jednocześnie wiele z takich firm zaznacza, że nawet na taki scenariusz obcięcia zatrudnienia nie będzie ich stać, bo cytuję: „taki poziom wsparcia może być tylko odroczonym końcem!” – mówi Andrzej Parafiniuk. – Do tego dochodzi wszechobecna obawa o zbiurokratyzowanie i formalizację ewentualnego wsparcia. O to, że w efekcie końcowym będzie ono więcej kosztowało niż dawało efektu.

Podobne głosy, opinie i deklaracje nt. upadłości mają wynikać z sytuacji firm związanych z ich płynnością finansową. Wszystkie praktycznie podnoszą, że odraczanie zobowiązań fiskalnych, takich jak ZUS i podatki, w tak ekstremalnej sytuacji nic nie da, bowiem nawet przy optymistycznym scenariuszu krótkotrwałego, kilkumiesięcznego kryzysu świat nie wróci do punktu wyjścia sprzed epidemii. I nie potoczy się wszystko po prostu dalej. Klient też nie zamówi nagle wszystkiego o połowę więcej i nie zapłaci z góry.

Dlatego według firm tak ważne jest maksymalne ulżenie im poprze abolicję, a nie odroczenie zobowiązań publicznych – wskazuje Parafiniuk. – Czym innym będzie potrzeba zapewnienia nisko kosztowego finansowania płynności przedsiębiorstw na powrót do normalności. Ale to nie teraz! Szczególnie w naszym regionie, z naszą strukturą gospodarki, z naszymi zasobami kapitałowymi musimy bardzo uważnie na ten problem spoglądać. Startując z bardzo niskiej bazy kapitałowej nasi przedsiębiorcy każdą niemal nadwyżkę przeznaczali na rozwój. Nie mają więc zbyt wiele do poświęcenia na przestój. Ktoś im musi w tym rzeczywiście pomóc. Inaczej nie będą miały sił na podniesienie się z kolan.

Przedsiębiorcy w przeprowadzonej ankiecie odnieśli się do wielu problemów, ale nasz rozmówca przekazuje nam kwestie przedsiębiorcom najbliższe, bez zagłębiania się w całościową ocenę systemu i oferty tarczy antykryzysowej, bo to te dwie podstawowe obawy – o ludzi i płynność finansową – powtarzane są w ostatnich tygodniach jakby nieustającym echem niesione.

Zamykanie wszystkich w domach jest tanią formą walki z rozprzestrzenianiem się wirusa, ale tym samym zabija gospodarkę! Wniosek: zachoruje mniej osób na koronawirusa, ale później zachoruje cały kraj we wszystkich obszarach! – to komentarz jednej z osób biorących udział w badaniu.

Szef Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego podsumowuje, że wielka odpowiedzialność za gospodarkę ciąży na nas wszystkich, bo to ta gospodarka może nam wszystkim dać odrodzenie po tym kryzysie, którego skutków nie da się w tej chwili przewidzieć. Nie jest to bowiem gospodarcze zachwianie czy recesja, ale jak stwierdził premier Morawiecki: „kryzys o charakterze globalnym, który przeora całą gospodarkę światową, europejską i polską”.

Tarcza została uruchomiona, ale – jak postulują przedsiębiorcy – to powinien być dopiero początek niezbędnych działań.


Źródło: https://ddb24.pl/artykul/kryzys-i-chwilowe-odroczenie/944728