Jak wejść na niemiecki rynek? Praktyczne porady dla firm na Vademecum rynków zagranicznych w Białymstoku

– Podczas spotkania biznesowego nie możemy powiedzieć Niemcowi, że „jakoś to będzie”, bo Niemiec będzie chciał wiedzieć, „jak” to będzie – mówi Paweł Kwiatkowski z Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Paweł Kwiatkowski był jednym z prelegentów podczas wtorkowego spotkania z cyklu Vademecum rynków zagranicznych, poświęconemu rynkowi niemieckiemu. Przybyłym przedsiębiorcom przedstawił charakterystykę rynku niemieckiego oraz udzielił praktycznych wskazówek, jak na nim zaistnieć.

Targi i porządek

Niemcy cenią porządek, dobrą organizację i dbałość o szczegóły. Wydaje się, że to stereotyp, ale Paweł Kwiatkowski potwierdził, że jest w nim bardzo dużo prawdy.

Jak dodał, Niemcy wolą komunikować się bezpośrednio i nie odbierają krytyki osobiście. Mają wysokie wymagania co do ceny i jakości. Zwracał też m.in. uwagę na bardzo duże znaczenie przemysłu w tamtejszej gospodarce czy silną pozycję klastrów. Oraz mentalność biznesową.

– Jednym z lepszych instrumentów promocji na niemieckim rynku są targi, ale nie liczmy na to, że wystawimy się raz, a po 2-3 tygodniach posypią się zamówienia – wyjaśniał. – To wymaga czasu, mówimy raczej o 2-3 latach. Jeśli bowiem niemiecka firma widzi, że wystawiamy się na targach po raz kolejny, to jest znak, że mamy konkretne, długofalowe plany i strategię biznesową.

Niemiecka gospodarka to piąta potęga na świecie. Dla polskich przedsiębiorców jest dużym rynkiem zbytu (82,5 mln mieszkańców) i dobrym punktem wyjścia na inne rynki Europy Zachodniej. Polacy mogą odnaleźć się tutaj nie tyle na rynku konsumenckim, co jako kooperant, dostawca czy podwykonawca niemieckich przedsiębiorstw.

Najtrudniejsze pierwsze 15 lat

Właśnie jako kooperant na niemieckim rynku funkcjonuje białostocka firma Jazon, działająca w branży maszynowej.

– Najtrudniejszych jest pierwszych 15 lat – żartuje Jan Zadykowicz, prezes firmy. We wtorek podzielił się doświadczeniem z 32 lat istnienia Jazona za zachodnią granicą. – Kiedy my wchodziliśmy na niemiecki rynek, było znacznie trudniej niż obecnie – opowiadał. – Znacznie trudniej było zdobyć informację na temat specyfiki współpracy, odmienności kulturowych i mentalnych. Sami musieliśmy się tego nauczyć.

Obecnie przedsiębiorcy mają znacznie łatwiejszy dostęp do tego typu informacji. Przykładem jest choćby Vademecum, organizowane przez Podlaską Fundację Rozwoju Regionalnego.

– Organizujemy te spotkania od 12 lat, prezentujemy różne rynki, ale niemiecki wciąż pojawia się regularnie – mówi Marek Dźwigaj, wiceprezes PFRR. – Zainteresownia podlaskich przedsiębiorców tą tematyką jest bardzo duże. Zwłaszcza, że Vademecum to nie typowa pogadanka, ale mnóstwo praktycznych informacji z pierwszej ręki.

Błędy w euro bolą cztery razy bardziej 

– Informacje uzyskane od osób, które mają wieloletnie doświadczenie, są bezcenne – podsumował Vademecum Marcin Joka, dyrektor zarządzający Photon Enterteinment.

Produkowany przez firmę robot edukacyjny Photon wybiera się bowiem m.in. na rynek niemiecki.

– Musimy się bardzo dobrze do tego przygotować – powiedział Joka. – Robimy analizy, zbieramy doświadczenia innych firm i uczymy się na nich, bo błędy w euro bolą cztery razy bardziej.

Jak stwierdził, rynek niemiecki to dla firmy naturalny krok w rozwoju. Podobnie myśli wiele podlaskich firm.

– I słusznie – uważa Marek Dźwigaj. – Nasi przedsiębiorcy mają szanse, żeby tam zaistnieć.

– Rynek niemiecki jest wymagający – mówi Jan Zadykowicz. – Ale ludzie odważni, którzy szukają nowych wyzwań, ceniący uczciwość, solidność i jakość, z pewnością dużo mogą na nim zdziałać. Wszystkim, którzy chcą to zrobić, życzę powodzenia. Bo warto.


Źródło: http://www.poranny.pl/strefa-biznesu/a/jak-wejsc-na-niemiecki-rynek-praktyczne-porady-dla-firm-na-vademecum-rynkow-zagranicznych-w-bialymstoku,13007794/